| ||
|
Polibuda.info » Sport i turystyka » Relacje z wyjazdów
Start Paralotni na szybowisku w Bezmiechowej
Każdy z nas na pewno pamięta w jak piękną pogodę obfitował czerwiec. Piękne cumulusy i wysokie temperatury skutecznie odciągały od nauki wszystkich latających, jak również miłośników tych bardziej przyziemnych sposobów wypoczynku na świeżym powietrzu. Pola Mokotowskie obserwowane przeze mnie z pokoju akademika zaroiły się „od stresowującymi” się studentami. Aby tylko pogoda utrzymała się jeszcze przez jakąś część wakacji, pomyślałem sobie... Zobacz zdjęcia
Nadszedł upragniony dzień zakończenia przeze mnie letniej sesji. Szybkie pakowanie i wyjazd do domu w celu przygotowywania się na miesięczny wyjazd w Bieszczady. Cel wyjazdu był jeden – latać! Pierwsze dwa tygodnie chciałem poświęcić na latanie szybowcowe w Bezmiechowej, a kolejne dwa miałem spożytkować biorąc udział w Bieszczadzkim Pucharze Paralotniowym, którego właśnie dotyczy ten artykuł. Czasu na przygotowania nie było za dużo, a musiałem skompletować cały sprzęt, wykupić ubezpieczenia oraz przygotować wszystkie inne papiery. Jak się potem okazało miałem go jednak za mało, przewietrzony spadochron zapasowy układałem już na miejscu a ubezpieczenie dotarło do mnie dopiero po kilku dniach drogą pocztową. Na kilka dni przed planowanym wyjazdem pogoda trochę się zepsuła, zaczęło padać, a niebo zakryły ciemne chmury. Ale pełen optymizmu tłumaczyłem sobie że przejdzie jakiś front i dzięki temu trafię z pogodą idealnie. Po długim wstępie pogodowo-organizacyjnym chciałem przybliżyć wszystkim temat mojej relacji, czyli udział w Bieszczadzkim Pucharze Paralotniowym, a dokładnie ideę i sposób rozgrywania tych nietypowych zawodów. Są to zawody rozgrywane w systemie pucharowym, trwają od kwietnia do końca września. Mogą w nich brać udział wszyscy piloci amatorzy którzy spełniają wszystkie wymogi regulaminowe oraz posiadają odbiornik GPS niezbędny do rejestrowania lotów. Zawody polegają na wykonywaniu przelotów z Bieszczadów polskich, ukraińskich lub słowackich. Do ostatecznej oceny brana jest pod uwagę suma punktów zdobytych podczas kilku miesięcy trwania pucharu. Zawody są częścią POLSKIEJ LIGI PARALOTNIOWEJ. Jest to impreza, rozgrywana w o wiele trudniejszych warunkach niż inne zawody paralotniowe na świecie- zawodnicy zdani są tylko na swoje doświadczenie i wiedzę w ocenie warunków meteorologicznych oraz terenowych. Przemieszczając się przez bieszczadzkie bezdroża często ponad 10 km dziennie powinni dysponować dobrą kondycją fizyczną. Minimalna punktowana odległość przelotu to zaledwie 3km. W piętek 29 czerwca wyjechaliśmy we czterech zapakowanym Polonezem na miesiąc latania, tak mi się przynajmniej wtedy wydawało... Pierwsze dwa dni upłynęły na lataniu szybowcowym, a trzeciego dnia, ze względu na nieobecność dyrektora aeroklubu loty na szybowcach zostały zawieszone. Jednak południowy wiatr wiejący pod stok zachęcił mnie do wyjęcia paralotni i próbowania startu. Warunki nie były termiczne więc nie zanosiło się na żaden przelot, ale zabawy ze skrzydłem na stoku i latania na żaglu też nigdy za wiele. Gdy startowałem wiatr był silny, ale mieścił się w zakresie bezpieczeństwa mojego skrzydła. Po godzinie latania na żaglu zaczęło wychodzić słońce i jednocześnie zaczęło robić się przyjemnie ciepło. Była godzina 14, dlatego postanowiłem wylądować, zabrać wariometr i GPS. Po ponownym starcie już wyraźnie odczułem wpływ słońca, termika powoli budziła się do życia, skrzydło szeleściło i poruszało się energiczniej niż przedtem próbując wlatywać w kominy ciepłego powietrza. Południowy stok pasma Słonnego sprzyja nagrzewaniu przez słońce i odrywaniu się kominów dlatego noszenia szybko wzrosły do 1,5 a nawet 2m/s. Jednocześnie pułap maksymalny wzrósł do jakichś 400m. Warunki wciąż nie były rewelacyjne ale dawały już możliwość polatania dalej i wyżej. Postanowiłem lecieć wzdłuż pasma górskiego które ciągnie się na kilka kilometrów na zachód. lekka odchyłka wschodnia ułatwiała mi to zadanie i szybko odleciałem kilka kilometrów od miejsca startu, Coraz lepiej widziałem Zagórz, Lesko i płynący dolinami San. Kiedy noszenia zaczęły słabnąc postanowiłem wracać. Teraz zadanie było trudniejsze bo leciałem lekko pod wiatr. Powoli przebijałem się do startowiska, ale co dobre szybko się kończy i po chwili musiałem lądować przy skraju lasu nad który bałem się wlatywać mając taką wysokość. Po spakowaniu skrzydła w ogromny plecak zacząłem powoli „dreptać” do Bezmiechowej. Zszedłem do pobliskiej wsi (Manasterzec) i pomaszerowałem dalej drogą mając nadzieję na załapanie się na stopa. Skończyło się jednak na tym że przeszedłem ponad 10km aż w końcu znalazłem się na szczycie góry szybowcowej w Bezmiechowej. Zmęczony ale zadowolony zjadłem coś z grila rozpalonego wcześniej przez kolegów, a dzień zakończyliśmy wszyscy fajnym ogniskiem... Tego dnia zaliczono mi odległość 4,5 km, śmieszna ale mieszcząca się w minimum regulaminowym, więc zgłosiłem tracka i zaistniałem na liście z pierwszym swoim przelotem tych zawodów... Kolejne dwa tygodnie nie były już takie ciekawe, prawie cały czas padał deszcz, a słońce nie wychylało się prawie wcale. Teraz każdy już wie czemu zacząłem takim długim wstępem o ładnej pogodzie w czasie sesji. Ktoś kiedyś powiedział że latanie polega na czekaniu, hym... coś w tym jest:) Trudno, tak to bywa... Czas spędzaliśmy na spaniu, jedzeniu itd. Ostatni swój „przelot” wykonałem dopiero ostatniego dnia pobytu w Bieszczadach. Od rana wiał południowy wiatr i chwilami świeciło słońce. Najpierw tak jak poprzednio, polatałem na żaglu i po którymś starcie udało mi się wykręcić na 400m nad szczyt. To wystarczyło żeby bezpiecznie odlecieć na północ na zawietrzną stronę pasma Słonnego. Przelot nie trwał długo, wylądowałem 6,5 kilometra dalej razem z dwoma innymi kolegami. Za chwile zapakowaliśmy sprzęt w samochód i wróciliśmy do Bezmiechowej. Wynik znowu marny ale spełniający minimum regulaminowe więc się liczy. Swój dwu tygodniowy pobyt w Bieszczadach zakończyłem z dwoma krótkimi przelotami, ale cóż, na pogodę wpływu nie mamy... Bieszczadzki Puchar Paralotniowy trwa jeszcze do końca września, więc nie wszystko stracone i może w końcu trafię w lotną pogodę:) Galeria zdjęć:KNL w Bieszczadzkim Pucharze Paralotniowymkomentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|